Na bieganie nigdy nie jest za późno

0

Z pochodzącym z naszego regionu biegaczem Damianem Kozioł, który ma na swoim koncie już wiele sukcesów, chociaż na poważnie zaczął biegać dopiero cztery lata temu, rozmawia Maciej Sergel.

Cześć Damian…przedstawisz się nam? Skąd pochodzisz i kiedy zacząłeś swoją przygodę ze sportem?

Witam wszystkich czytelników portalu… Nazywam się Damian Kozioł i pochodzę ze Złotego Stoku. Co do sportu, to moja przygoda z nim trwa odkąd pamiętam. W dzieciństwie była to piłka nożna, w czasach szkoły średniej siłownia, na której zresztą obaj się poznaliśmy, a z bieganiem zaprzyjaźniłem się jakieś 4 lata temu, kiedy to pracując w UK zapisałem się na pierwszy półmaraton. Było to w Guildford.

Ale to nie były góry, tylko normalny bieg na płaskim terenie?

Tak… moja przygoda rozpoczęła się od płaskiego półmaratonu na asfalcie.

Ciężko było? Pamiętasz czas przebiegu?

– No jasne…1:39. Tak się wyprułem z energii i odwodniłem, że na drugi dzień do pracy nie poszedłem.

Ale jesteś biegaczem górskim? Kiedy trafiłeś na góry?

Któregoś dnia kolega powiedział mi o Biegu na Jawornik, który jest rozgrywany w moim rodzinnym miasteczku w Złotym Stoku. To taki półmaraton z ciekawą lecz nie wymagającą trasą. W sam raz dla osób chcących zacząć swoją przygodę z bieganiem po górach. Można powiedzieć, że od tamtej pory zacząłem biegać już tylko po nich.

I dlaczego te góry?

Uwielbiam biegać w zróżnicowanym terenie i kocham góry. Tam zawsze coś się dzieje. Nie ma monotonii, teren ciągle się zmienia i możesz eksplorować ciągle to nowe ścieżki, szlaki w dużo szybszym tempie. W górach jak w piosence “jest wszystko co kocham…”

Codziennie trenujesz? Ile czasu poświęcasz na treningi?

Staram się trenować codziennie, nawet dwa razy dziennie. W sezonie startowym dochodzę do 10/12 jednostek treningowych w tygodniu. Tego typu treningi rozpocząłem od nowego roku, kiedy to wróciłem do Polski po kilkuletniej pracy w UK. Za granicą nie mogłem sobie pozwolić na więcej niż 5 treningów w ciągu 7 dni, gdyż pracowałem na budowie i nie było łatwo godzić pasję z pracą i odpowiednią regeneracją. Trzeba wiedzieć, że w sporcie oprócz systematyczności, najważniejsza jest regeneracja i minimum 8 godzin snu każdego dnia. Ja mogłem sobie pozwolić na sen w granicach 5 lub 6 godzin na dobę. Po powrocie do kraju, przeprowadzeniu szeregu specjalistycznych badań, mój dietetyk stwierdził, że jechałem już grubo na rezerwie i pomarańczowe światełko w każdej chwili mogło zmienić barwę na czerwone.

Fot. Jakub Młynarczyk

To ile kilometrów przebiegasz w ciągu miesiąca?

Mój miesięczny kilometraż można szacować na około 500, chociaż zdarzył mi się miesiąc, kiedy przebiegłem 700 km. Było to w marcu podczas obozu na Teneryfie, który zakończyłem zwycięstwem w zawodach na dystansie półmaratonu, poprawiając rekord trasy o prawie 10 minut. Chciałbym zaznaczyć, że były to zawody górskie o sumie podejść ponad 1100 m, w których start i meta były zlokalizowane w najwyżej położonej miejscowości na Teneryfie w miasteczku Vilaflor, które leży na wysokości 1500 m n.p.m. Można powiedzieć, że mieliśmy taki polski dzień na Teneryfie. Bo nie tylko ja, ale i mój trener wygrał zawody na 30 km, a Edyta Lewandowska wygrała bieg w klasyfikacji kobiet na 40 km. Oboje również poprawili grubo rekordy tras.

Co Ciebie Damian motywuje do takiego wysiłku?

– Moją motywacją do treningów jest mój trener Marcin Świerc, multimedalista Mistrzostw Polski w biegach górskich. Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem Marcina na zawodach w Lądku Zdroju na Festiwalu Biegów Górskich, zrobił na mnie wielkie wrażenie swoim wyglądem. Od pasa w górę chudzinka, a nogi rozbudowane i umięśnione jak u kulturysty. To było takie pierwsze „wow”, chociaż wiem, że dla wielu ludzi może to dziwnie zabrzmi. Po jakimś czasie skontaktowałem się z Marcinem i wyleciałem na obóz biegowy na Teneryfę, którego był organizatorem i tam na dobre ten sport mnie pochłonął.

Cały czas współpracujesz z tym trenerem?

Tak… na początku była współpraca tylko i wyłącznie trenerska, a teraz jestem jego sparingpartnerem, kumplem i przyjacielem. Trenujemy i jeździmy razem na obozy. Uwierzyłbyś? Bo ja te kilka lat temu nawet takich marzeń nie miałem. To jest właśnie motywacja, która z dnia na dzień napędza mnie do wyjścia na trening. Sponiewieranie się na maksa daje ogromną radość, ładuje baterie i uszczęśliwia!

Też się z tym zgadzam, bo fajnie jest czerpać radość z tego co robisz… ale to chyba nie wszystko?

– No nie. Trzeba mieć też w sobie dużo samozaparcia, żeby np. bez względu na pogodę wyjść i biegać, utrzymać ten reżim treningów. Zdarza się, że są takie dni, że się po prostu nie chce, ale wówczas po powrocie z treningu jestem zadowolony podwójnie, że udało się wykonać określone zadanie.

A w jakich ważnych dla Ciebie biegach brałeś udział do tej pory i co osiągnąłeś?

Przede wszystkim lubię brać udział w biegach, w których mogę ścigać się z najlepszymi zawodnikami w kraju i na świecie. Brałem udział w Mistrzostwach Polski na Długim Dystansie w Szczawnicy na Wielkiej Prehybie (tak się ten bieg nazywa ) o długości 43 km w 2019 roku, gdzie zająłem wysokie 6. miejsce. 1 miejsce zająłem w jubileuszowym 10 Ultramaratonie Karkonoskim na dystansie 54 km w 2018 roku, a także zdobyłem 1 miejsce w Łemkowyna Winter Trail i wygrałem wspomniany już wyżej bieg na Teneryfie. Stałem wiele razy na pudle w wielu biegach górskich w Polsce i Europie.

Brałem też udział w biegu OCC na festiwalu UTMB i zająłem wysokie 39. miejsce, gdzie ścigałem się z jednymi z najlepszych z całego świata…

Gdzie odbywa się ten bieg? Możesz nam coś o tym biegu więcej powiedzieć

Bieg odbywa się corocznie w Chamonix we Francji. To jest festiwal biegów górskich Ultra Trail du Mont Blanc. Można powiedzieć, że są to takie nieoficjalne mistrzostwa świata jak np. finał mistrzostw świata w piłce nożnej. O zwycięzcach mówi się na całym świecie! Wyobraź sobie, że biegniesz przez 3 kraje: Francję, Włochy i Szwajcarię okrążając najwyższy szczyt Europy Mont Blanc. Koronnym dystansem jest właśnie UTMB, czyli 170 km dookoła masywu. 

Ja ścigałem się w krótszym biegu o nazwie OCC o długości 55 km ze Szwajcarii do Francji. Nazwy biegów pochodzą od pierwszych liter miast, przez które dany bieg przebiega (OCC Orsieres-Champex-Chamonix).

Muszę tutaj wspomnieć, że zwycięzcą na dystansie 120 km TDS („Sur les Traces des Ducs de Savoie” czyli „Bieg śladem władców Sabaudii”) z 2018 roku jest mój trener Marcin Świerc i który w roku 2017 był drugi na dystansie 100 km w biegu CCC (Courmayeur-Champex-Chamonix). Było to historyczne zwycięstwo, bo jeszcze żadnemu Polakowi nie udało się zwyciężyć w ani jednym biegu na festiwalu w Chamonix.

Damian, a jakie masz plany sportowe, gdzie przymierzasz się do startu i czy pracujesz gdzieś obecnie po powrocie do Polski?

Na obecną chwilę nigdzie nie pracuję. Odkąd wróciłem z UK poświęciłem się treningowi i większość czasu spędzam na obozach w górach i startach w zawodach. Dla mnie jako amatora, taki styl życia jaki teraz prowadzę generuje ogromne koszty. Liczne wyjazdy na obozy, zawody, dieta, fizjoterapeuta. Oszczędności powoli się kończą, a z czegoś trzeba żyć. Stąd od nowego roku planuję otworzyć działalność gospodarczą i zająć się fotografią sportową oraz produkcją krótkometrażowych filmów o tematyce motywacyjno-sportowej. Założyłem już nawet funpage na Facebooku i Instagramie o nazwie GoldenGoatProduction jako reklama pod powstający biznes.

Prowadzę również imiennego instagrama kozioldamian, na którym śledzić można moje życie sportowe, relacje z treningów i zawodów czy miejsc, które do tej pory odwiedziłem biegowo. 

Sezon startowy rozpocznę prawdopodobnie w styczniu, ale dokładny kalendarz jest jeszcze w fazie planowania. Z pewnością w 2020 roku chciałbym powalczyć o top 3 w Attiq Lidze Biegów Górskich. To coś jak ekstraklasa w piłce nożnej. Celem jest także zdobycie medalu Mistrzostw Polski w Długodystansowym Biegu Górskim i kwalifikacja do kadry Polski na Mistrzostwa Świata w Biegach Górskich na Długim Dystansie.

Wobec tego życzymy dalszych sukcesów, wytrwałości oraz pozyskania potrzebnych sponsorów na sezon 2020… Czy chciałbyś dodać coś na koniec?

– Tak. W tym miejscu chciałbym bardzo podziękować SHAMAC SPORTHORSES za wsparcie i zaufanie, które do tej pory otrzymałem. Wielkie dzięki dla Marcina Świerca, który jest współautorem mojego małego sukcesu. Również Tobie dziękuję za poświęcony czas i przedstawienie mojej pasji. Mam nadzieję, że moja historia zmotywuje choć jednego czytelnika do aktywnego spędzania wolnego czasu. Pamiętajcie, że na sport nigdy nie jest za późno!

Dużo zdrowia i siły Damian! Dziękujemy za rozmowę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Podaj swój podpis