7.1 C
Kłodzko
czwartek, 19 Wrzesień 2019
REKLAMA

HISTORIA

Wspomnienia z mojego miasta

Po zakończeniu II wojny światowej, Ziemię Kłodzką podzielono na trzy powiaty: bystrzycki, kłodzki i noworudzki. Wszystkie po cichu konkurowały z sobą odnosząc różne sukcesy i dobrodziejstwa. Bystrzyca przodowała w produkcji tektury i zapałek. Powiat kłodzki górował w przemyśle wczasowo ? uzdrowiskowym (Polanica Zdrój, Duszniki Zdrój i Kudowa Zdrój), przemyśle włókienniczym (Kudowa Zdrój i Krosnowice), lniarskim (Ołdrzychowice Kłodzkie). Zaś powiat noworudzki górował w wydobyciu węgla. W rywalizacji samych miast poza przemysłem spożywczym (?Las?) i rozwojem KFUT Kłodzko miało dość skromne szanse.

Nieistniejący fragment ulicy Czeskiej (lata 50. XX w.)

Jako 14-latek zapamiętałem niektóre skrawki wyglądu Kłodzka z lat 1946 ? 1966. Chociaż działania wojenne szczęśliwie przeszły bokiem, wygląd Starówki w wielu miejscach posiadał moc zniszczeń. Północna strona ul. Czeskiej, zachodnia ul. Tumskiej i Łukasińskiego to zdemolowane i zrujnowane domy. Przez warunki atmosferyczne, szabrowników oraz zwykłych mieszkańców. Wyraźnie zaniedbane były małe uliczki dochodzące do pl. Bolesława Chrobrego. Powybijane szyby, powyłamywane drzwi, korytarze zasypane śmieciami i wykorzystywane nie tylko do siusiania.Najlepiej były utrzymane domy po prawej stronie Nysy. Bo tam kwaterowały w koszarach wojska WOP i 27 Pułku Piechoty. Kadra zaś zajmowała pobliskie mieszkania, które wyglądały na nowe, schludne i zadbane. Jasno uwiecznił ówczesną gospodarkę mieszkaniową kłodzczanin i znakomity reżyser Robert Stando w krótkometrażówce ?Miasto które może zginąć?. Na ulicach Kłodzka słychać było mowę polską, niemiecką, czeską, żydowską i romską. Ta zbieranina była do siebie ustosunkowana względnie przyzwoicie i z należytą ostrożnością. Czasem zdarzały się nieporozumienia, sprzeczki i zwyczajne mordobicia. A chłopcy z milicji ubrani w wojskowe mundury z biało-czerwonymi opaskami na prawej ręce mieli trochę zajęć w utrzymywaniu porządku. Na ścianach domów wisiały plakaty z napisami „Śpij spokojnie ORMO czuwa”.

Nie było wówczas telewizji a radio mogli nabyć tylko ci, którzy otrzymali kupon za przodownictwo w pracy, aktywność w robocie partyjno-politycznej, a milicjanci i funkcjonariusze UB za ?wzorową służbę dla dobra Ojczyzny?. Pod koniec lat 40. mój ojciec za przodownictwo w pracy otrzymał uroczyście taki kupon i kupił odbiornik radiowy marki ?Pionier?. To były dobre aparaty. Na falach krótkich nieźle odbierały Londyn, Paryż i Wolną Europę. Słuchać należało ostrożnie, przy drzwiach i oknach zamkniętych. Tak, żeby są- siedzi nie słyszeli. Bo słuchacz przyłapany na gorącym uczynku mógł iść posiedzieć na kilka tygodni bez wyroku.

Były dwa kina: ?Dąbrówka? w obecnym KOK-u i ?Aurora? przy ul. Połabskiej. Wyświetlano filmy głównie produkcji radzieckiej. Pamiętam: ?Pieśń Tajgi?, ?Młoda Gwardia?, ?Świat się śmieje?, ?Konik garbusek?, ?Timur i jego drużyna?, ?Jak hartowała się stal?. Od czasu do czasu zdarzały się filmy francuskie, na które z reguły wpuszczano kinomanów od 18 lat.

Nie było wówczas autobusów i nie jeździły taksówki. Jedynym środkiem transportu były pociągi ciągnione przez lokomotywy na węgiel. Składy osobowe obsługiwali w większości przedwojenni kolejarze przybyli głównie z rejonów Lwowa, Stanisławowa czy Wileńszczyzny. Żyjący jeszcze mój dziadek sprawdzał po przejeżdżających pociągach czy dobrze mu chodzi zegarek. Mnie zaś pozostaje ustalić ile przejeżdżający pociąg ma spóźnienia. Wielu ludzi przyjeżdżało do Kłodzka z torbami i walizkami. Z braku taksówek pakunki i różnorodny „ciamajdan” przewoził ręcznym wózkiem znany wówczas Feluś. Przed odjazdem, oprócz ulicy zwykł był pytać czy kurs ma być zwyczajny czy pospieszny. Za pospieszny inkasował 100% drożej. Biegł wówczas przez miasto, a za nim często zadyszana babcia. Mieszkańcy z okolicznych wsi przyjeżdżali na targowisko furmankami. Na manifestacje z okazji 3 Maja przyjeżdżali konno ludowcy. Byli to często zdemobilizowani żołnierze Ludowego Wojska Polskiego. Uprząż koni udekorowana, wygodne siodła ale też były przejazdy ?na oklep?. Siodła zastępowały koce zwane derkami. Warto wspomnieć, że położona na północy miasta potężna twierdza była wówczas strzeżona prze wojsko z miejscowej jednostki. Wartę trzymano 24 godz. na dobę. Kłodzko należało wówczas do strefy pogranicza. Zdarzało się, że ludzie uważani byli za podejrzanych, których od razu legitymowali patrole na ulicach miasta. Czasem w knajpach lub na peronie kolejowym. Fakty podtrzymują prawdę, że było wielu chętnych do przejścia przez Czechosłowację do Austrii. Niektórzy wybierali wolność, inni uciekali przed roszczeniami alimentacyjnymi. A wracając do kłodzkiej twierdzy, należy otwarcie powiedzieć, że utrzymywanie tam wojskowych wart spełniało oczekiwania. Niebezpieczne przejścia, przypadkowe pułapki i niezbadane zapadliny powodować mogły śmierć lub trwałe kalectwo. Groziło to nie tylko wagarowiczom, ciekawskim mieszkańcom miasta i ukrywającym się drobnym przestępcom. W późniejszym czasie część twierdzy przekazano na cele magazynowo-produkcyjne ZPS ?Las?, a resztę prowizorycznie zabezpieczono. Tak naprawdę pozostawiono bez troskliwego właściciela. Do tej pory wielu mieszkańców z mojego pokolenia dziwi się z czyjego polecenia, kiedy dokładnie i po co rozebrano zasadniczą część zabudowań dworca miejskiego. Była to piękna budowla stacyjna, w której znajdowała się poczekalnia, kasy biletowe, przechowalnia bagażu, informacja i pomieszczenia administracyjno-gospodarcze. W zamian postawiono na peronie obiekt w kształcie baraku, który służy za poczekalnie i kasy biletowe. Zadawane na ten temat pytania miejskim czy powiatowym włodarzom nie należą do grzecznych.

Moje pokolenie i nie tylko rodzaju męskiego pamięta ile w tym okresie było w Kłodzku, przeważnie na starówce zwykłych knajp i kawiarnio-knajpek. Oto niektóre z nich: bar ?Grażynka?, restauracja ?Dolnośląska?, restauracja ?Lechia?, kawiarnia ?Lechia?, bar ?Krakowianka? zwana przez abstynentów mordownią, restauracja ?Poznanianka?, ?Wilcza Jama?, ?Pod Pstrągiem?, ?Astoria?, ?Cristal?, kawiarnia ?Ratuszowa?, bar ?Małgosia? oraz dwa bary mleczne: ?Pod dzbankiem? i ?Pod wiaduktem?. Aktualnie poza przebranżowionym barem ?Małgosia? i kawiarnią ?Ratuszowa? żaden z pozostałych lokali już nie istnieje. W różnych miejscach powstało kilka nowych. Tamtymi lokalami zarządzały Kłodzkie Zakłady Gastronomiczne z siedzibą przy ul. Braci Gierymskich. Po sąsiedzku znajdowała się dyrekcja PP. ?Warzywa ?Owoce?, które prowadziły sklepy z owocami, warzywami, przetworami z tych surowców, olejem, octem, musztardą a nawet tytoniem. W poniedziałki we wszystkich lokalach zbiorowego żywienia obowiązywał dzień bezmięsny. Szefowie kuchni i garmażerowie wymyślali smakowite potrawy z ryb, mąki, warzyw, nabiału i podrobów. Poniedziałkowy zestaw potraw był często przedmiotem kontroli inspektorów PIH (Państwowej Inspekcji Handlowej), KWS (Komisja do Walki ze Spekulacją) oraz Wydziału Handlu Miejskiej Rady Narodowej. W jednym z pechowych poniedziałków pozostało po niedzieli kilka golonek i nieczynna lodówka. Zapadła ryzykowna decyzja żeby podać je konsumentom. Na rejonie kelnerskim Władka Worwy w restauracji ?Pod Pstrągiem? pośród dań rybnych jeden z konsumentów pałaszował golonkę z chrzanem, kapustą zasmażaną i ziemniakami. Wszedł pan inspektor, machnął legitymacją przed oczami kelnera i zapytał jaki jest dzisiaj dzień. Kelner zorientowawszy się o co chodzi, grzecznie zapytał: – Panie inspektorze! Czy między rybami nie może znaleźć się jedna świnia? Pan inspektor udał się do biura kierownika lokalu celem sporządzenia formalnego protokołu pokontrolnego. Z boku czekał na niego służbowy stolik nakryty białym obrusem a na nim pachnąca golonka i setka ?czystej ? ojczystej?. Zgrabna kelnerka zapraszała do zajęcia miejsca. Było to z pewnością milsze zajęcie niż pisanie negatywnego protokołu. Po konsumpcji pan inspektor podziękował i surowo ostrzegł: – Żeby mi to było po raz ostatni. Bo zostanę zmuszony częściej przeprowadzać ściślejsze kontrole. – Ten stolik jest zawsze do pana dyspozycji. ? uprzejmie odpowiedział kierownik.

Lokale dancingowe: kawiarnię ?Ratuszową? i restaurację ?Pod Pstrągiem? odwiedzały cztery panie (Elka, Kryśka, Zośka i Mirka) zwane potocznie ?Filipinkami?. Zawsze czyste, zgrabnie ubrane i nad wyraz uprzejme. Uprawiały najstarszą profesję świata. Podrywały mężczyzn przystojnych, przyzwoicie ubranych i z wypchanymi portfelami. Przeważnie przyjezdnych. Zatargów ani nieporozumień z ówczesną milicj ą nie miały. Powojenne czasy wcale nie były takie łatwe jak się powszechnie uważa. Zabiedzona młodzież i niedożywione dzieci, zwłaszcza zza wschodniej granicy, odczuwały pociąg do nauki i tęskniły za wiedzą. Poza szkołami podstawowymi intensywnie pracowały kłodzkie szkoły średnie: Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Chrobrego, Liceum Pedagogiczne, Technikum Mechaniczne, Szkoła Zawodowa, a nieco później Liceum Felczerskie. Prym wiodło wówczas Liceum Ogólnokształcące, którego świadectwa maturalne cenione były przez uczelnie cywilne i wojskowe nie tylko na Dolnym Śląsku. Nic dziwnego skoro w skład grona pedagogicznego wchodzili nauczyciele z tytułami magistrów i inżynierów. Dyrektorem był wówczas kpt. rez. Marian Jamka, późniejszy poseł na Sejm PRL. Zmarł nagle w Kłodzku, a katolicki pogrzeb urządzono mu w Krakowie, bo stamtąd pochodził. Dla młodzieży w szkole był prawdziwym ojcem. Dobrym, wyrozumiałym i przyjacielskim. A oto dalsze znakomite postacie: Maria Dąbrowska ? nauczycielka biologii, Natalia Czerwińska ? chemia, Stefan Polaczek ? logika, łacina i greka, Franciszek Dąbrowski ? matematyka i j. niemiecki, Wsiewołod Szkoda ? fizyka, Malwina Podolińska ? geografia, Jakub Złachoda – język polski i czeski, Czesława Wrzask ? język polski, Maria Bębenek ? historia, Kazimierz Kocańda ? łacina i matematyka, Jan Markiewicz ? wychowanie fizyczne. Sekretariat prowadziła ukochana przez młodzież Alicja Kołacz, a obowiązki woźnego Chmarny należący do tych co to lubili powtarzać ?Ja i dyrektor?. Żadna z tych osób niestety już nie żyje. Chociaż uczniowie nazywali ich pogardliwie belframi mieli do nich szacunek i tak naprawdę to wewnętrznie ich lubili. A teraz stare chłopiska po prostu za nimi tęsknią, chętnie ich wspominają i z rozrzewnieniem o nich mówią. W latach 1946 ? 47 nie było jeszcze popołudniówki dla dorosłych. W jednej klasie siedzieli: 14- latki i mężczyźni grubo po 30. Tacy, co to powtarzali: nie matura, lecz chęć szczera, zrobi z ciebie oficera. Żeby zdać maturę należało chodzić do szkoły 5 lat. Bo pierwszy rok to była tzw. klasa wyrównawcza. Wcale nie chodziło o wzrost, lecz zasób wiadomości. Potem była klasa 8, 9, 10 i 11. Kto nie zdał matury musiał powtarzać rok od nowa i został nazwany ?repeciarzem?. A to podobno bardzo bolało. Wszyscy więc robili co mogli, by tego imienia nie otrzymać. Na parterze budynku, gdzie obecnie znajduje się aula, była wtedy piękna kaplica. Często przed klasówką z matematyki wiele dziewcząt udawało się tam podczas przerwy na modlitwę. I pomagało. Zwłaszcza tym przygotowanym lub tym, którzy umieli ściągać. Podwoje tej szkoły opuściło wielu absolwentów, którzy ukończyli później szkoły oficerskie wojsk lądowych, morskich i powietrznych, lekarzy, prawników, inżynierów różnych branż i specjalności. Wielu z nich uzyskało doktoraty. Nie pamiętam jednak by ktoś został księdzem lub politykiem. Całe to bractwo rozeszło się po świecie. Aktualnie utrzymuję jako taki kontakt z inż. Józkiem Niemcem z Kłodzka, Tadziem Machoniem z Wrocławia i Robertem Stando z Warszawy.

Od tego czasu Kłodzko robi się coraz ładniejsze, ulice są bardziej czyste, barwne elewacje budynków i nowe osiedla m.in. Kruczkowskiego, Warszawy, Św. Wojciecha czy osiedle Nysa wybudowane na terenach zalewowych. Miastem zarządzają już nasze wnuki i czynią to coraz lepiej.

Franciszek Jędrysek

Tekst pochodzi z IV Almanachu Ziemi Kłodzkiej, wyd. Oficyna Wydawnicza Brama, Kłodzko, 2009

Urszula – kłodzka hrabianka

Obchodzona w 2009 r. rocznica 550-lecia hrabstwa kłodzkiego, stała się okazją do przypomnienia tego ważnego wydarzenia w dziejach naszego regionu. Staraniem Starostwa Kłodzkiego odbyło się...

Wydarzenia: Wokół bitwy pod Czerwoną Górą

27 grudnia 1428 roku w okolicach Kłodzka pod Czerwoną Górą (Czerwoniak ? Roten Berg) stoczona została bitwa z husytami, w której poległ ostatni z rodu...

Wspomnienia z mojego miasta

Po zakończeniu II wojny światowej, Ziemię Kłodzką podzielono na trzy powiaty: bystrzycki, kłodzki i noworudzki. Wszystkie po cichu konkurowały z sobą odnosząc różne sukcesy i...

Z dziejów Złotego Stoku. Güttlerowie. Kronika rodzinna w XIV częściach.

Elżbieta Szumska, Piotr Romanowski Z dziejów Złotego Stoku. Güttlerowie. Kronika rodzinna w XIV częściach. Kopalnia Złota w...

Czarodziej

Dorota Węgrzyn i jej uczniowie Czarodziej Kłodzkie Towarzystwo Oświatowe Mistrz i uczniowie....

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Podaj swój podpis