25.8 C
Kłodzko
środa, 1 lipca 2020
REKLAMA

HISTORIA

Polski lotnik, francuski partyzant. Historia pilota Mieczysława Halickiego opowiedziana przez jego wnuka

We wcześniejszych artykułach opisywaliśmy historie dwóch żołnierzy – lotników, którzy swoje powojenne losy związali z Kłodzkiem. Okazuje się, że w naszym mieście mieszkał jeszcze jeden weteran tego rodzaju sił zbrojnych. Kiedy poszukiwałem informacji na temat żołnierzy kampanii wrześniowej, natrafiłem na informacje dotyczące sierżanta pilota Mieczysława Halickiego. Szczęśliwym zrządzeniem losu udało mi się nawiązać kontakt z wnukiem pana Halickiego, Jackiem, który zapoznał mnie z historią swojego dziadka. Pan Jacek zgodził się na rozmowę, której treść mam nieukrywaną przyjemność opublikować w dalszej części artykułu.

Grzegorz Palko: Panie Jacku, na początku chciałbym podziękować, że zgodził się Pan na poświęcenie czasu, aby opowiedzieć o swoim dziadku. Jego historia jest niesamowita. Gdy pierwszy raz się na nią natknąłem, trudno było mi uwierzyć, że taka osoba mieszkała w Kłodzku i niezbyt dużo o niej wiadomo. W jaki sposób udało się Panu wpaść na trop historii swojego przodka?

Jacek Halicki: Po śmierci mojego ojca otrzymałem w spadku po nim m.in. pamiątki (zdjęcia i dokumenty) dotyczące dziadka. Nie znałem go osobiście, bo zmarł przed moim urodzeniem. Wcześniej wiedziałem tylko, że w II Rzeczypospolitej był pilotem, a zaraz po wojnie przez pewien czas był przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej w Kłodzku. Po pobieżnym zapoznaniu się z życiorysem dziadka pomyślałem, że warto byłoby odtworzyć jego kompletny biogram, z uwzględnieniem udziału w II wojnie światowej.

GP: Czyli zaczyn już był. Taka historia musiała na pewno wzbudzić niemałą ciekawość, tym bardziej, że to przecież historia bliskiej Panu osoby. Jak wyglądało zbieranie tych informacji? To musiało na pewno trochę trwać?

JH: Otworzenie kompletnego biogramu trwało kilka miesięcy. Szukając informacji o dziadku trafiłem na Pana Wojciecha Zmyślonego, autora witryny http://www.polishairforce.pl, który bardzo mi pomógł, uzyskując cześć szczegółowych informacji od kilku zaprzyjaźnionych historyków. Część danych uzyskałem z Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie oraz Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie. Poza tym wspomagałem się kilkoma ogólnie dostępnymi książkami na temat II wojny światowej.

GP: Ogrom włożonej pracy wzbudza podziw i szacunek. Uzyskał Pan szczegółowe informacje o służbie dziadka właściwie od rozpoczęcia jego przygody z lotnictwem?

JH: To prawda. Udało się zebrać dość obszerne informacje dotyczące przebiegu jego służby. Od jej rozpoczęcia w 1929 roku, w Centralnej Szkole Podoficerów Pilotów Lotnictwa w Bydgoszczy, poprzez służbę w 6. pułku lotniczym we Lwowie, później w 1. pułku lotniczym na warszawskim Okęciu. Następnie mamy udział w kampanii wrześniowej w tymże pułku w 16. Eskadrze Obserwacyjnej, który w czasie działań wojennych był jednostką dyspozycyjną Naczelnego Dowódcy Lotnictwa, gen. Józefa Zająca, którego rozkazy dziadek dwukrotnie dostarczał do dowódców Armii „Kraków” i Armii „Karpaty”. Niestety, jak większość lotników, we wrześniu zmuszony został do ewakuacji wraz ze swoją jednostką do Rumunii, skąd wraz z innymi pilotami, drogą przez Morze Czarne i Bejrut, trafił do Francji, gdzie w bazie Lyon-Bron, odtwarzano polskie jednostki lotnicze. W ramach przydziału ukończył kurs szkolenia bombowego w Châteauroux. Nie zdążył jednak wykonać żadnych lotów bojowych przeciwko Niemcom ze względu na kapitulację Francji. Po tym niezwłocznie zarządzono ewakuację polskiego personelu do Marsylii, a następnie do Vendres w Algierze i dalej do Casablanki.

GP: Niesamowita historia. Wielu polskich lotników przeszło podobną drogę. Ale w tym miejscu chyba losy dziadka potoczyły się odmiennie niż większości jego kolegów – lotników?

JH: Po upadku Francji dziadek wraz z innymi polskimi pilotami ewakuował się do Afryki Północnej. Stamtąd wszyscy udali się drogą morską do Anglii, aby kontynuować walkę z Niemcami. W Casablance dziadek z nieznanych mi przyczyn opuścił oddział i po kilku miesiącach powrócił do Francji, gdzie rozpoczął działalność w ruchu oporu. Chciałbym wiedzieć, dlaczego dziadek zrezygnował z wyjazdu do Anglii, co – jak sądzę – było jedynym logicznym wyborem dla pilota, który chciał kontynuować walkę z okupantem. Zamiast tego wrócił do Francji. Jeden z historyków, z którymi na ten temat rozmawiałem, postawił tezę, że być może dostał od przełożonych rozkaz udania się do Châteauroux, będącego wtedy ośrodkiem polonijnym i organizowania tam struktur ruchu oporu. Prawdy, niestety, już chyba nigdy nie poznamy.

GP: A czy wiemy coś więcej na temat „francuskiego” epizodu dziadka?

JH: Po przybyciu do Francji dotarł do Châteauroux, gdzie nawiązał kontakt z miejscowymi partyzantami. Został zaangażowany w działalność polskiej organizacji wywiadowczo-dywersyjnej o nazwie „Nurmi”, podległej wywiadowi brytyjskiemu. Do sierpnia 1942 r. dziadek w Châteauroux pełnił w organizacji funkcję dowódcy obwodu. Po rozbiciu „Nurmi” przez francuską policję kolaborującą z okupantem niemieckim, szczęśliwie uniknął aresztowania. W późniejszym okresie dołączył do Polskiej Organizacji Walki o Niepodległość (POWN), w której rozpoczął działalność pod pseudonimem „K-35” w wywiadzie lotniczym. Od swojego dowódcy, mjr. dypl. Stanisława Malecińskiego, dziadek otrzymał rozkaz werbowania Polaków z Châteauroux i okolicy. Polecenie to wypełnił wzorowo, przyprowadzając do obozu partyzanckiego w Montgivray oddział 20 dezerterów z Wehrmachtu w pełnym uzbrojeniu (być może Polaków przymusowo wcielonych do armii niemieckiej) i 10 ochotników z polskiej emigracji. Za tę akcję otrzymał awans do stopnia sierżanta.

GP: Oprócz barwnej historii przed i z okresu wojny dziadek był również zasłużoną osobą dla powojennej historii Kłodzka, zwłaszcza tych początkowych lat po wojnie?

JH: Po powrocie do Polski, w latach 1948-1949 dziadek był przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej w Kłodzku. W czasie piastowania tej funkcji zajmował się organizowaniem podstawowych struktur miejskich i przyczynił się do rozwoju gospodarczego miasta. Równocześnie sprzeciwiał się likwidacji prywatnego drobnego handlu i usług, co nie było zgodne z oficjalną polityką państwową w tamtym czasie, kłóciło się także ze zdrowym rozsądkiem. W wyniku tego po zjednoczeniu PPS i PPR, w 1949 roku dziadek za krytykę polityki PZPR został usunięty ze stanowiska. W dodatku fałszywie oskarżony o kradzież rolki siatki ogrodzeniowej kilka miesięcy spędził we więzieniu.

GP: Panie Jacku, na zakończenie chciałbym jeszcze zapytać o jedną kwestię. Zanim udało mi się z Panem osobiście skontaktować, szukając informacji nt. Pana dziadka, natrafiłem na niezmiernie ciekawe informacje o Pana działalności. Jest Pan redaktorem i najaktywniejszym ilustratorem Wikipedii w Polsce, ogromne gratulacje! Czy poszukiwania genealogiczne były częścią czy może początkiem tej pasji?

JH: Jedno z drugim się wiąże. Na początku mojej działalności na Wikipedii zajmowałem się tylko jej ilustrowaniem, tzn. umieszczałem swoje zdjęcia na witrynie będącej repozytorium Wikipedii, a potem dodawałem je do poszczególnych artykułów. Tworzenie nowych haseł początkowo wydawało mi się zbyt trudne technicznie, poza tym obawiałem się braku wiedzy merytorycznej. Biogram mojego dziadka był pierwszym artykułem, który utworzyłem, a potem „poszło już z górki”. Do dzisiaj w zasobach Wikipedii znajduje się 13 tysięcy moich zdjęć oraz 350 artykułów.

GP: To ja tu widzę piękną kontynuację rodzinnej tradycji. Przecież dziadek służył w jednostce obserwacyjnej, której zadaniem było m.in. dokumentacja fotograficzna wyznaczonych celów! Panie Jacku dziękuję serdecznie za rozmowę i tą fascynującą historię. Tak sobie myślę, że byłoby dużym zaniechaniem, nas, mieszkańców Kłodzka, gdybyśmy w jakiś sposób nie upamiętnili postaci Pana dziadka.

JH: Nigdy o tym nie myślałem, ale może warto byłoby nazwać jego imieniem i nazwiskiem którąś z nowo powstających ulic w Kłodzku!

GP: Absolutnie się zgadzam. Mam nadzieję, że będzie to jakiś impuls do działań w tym kierunku. Dziękuję jeszcze raz serdecznie za rozmowę.

Grzegorz Palko kwiecień 2020

Szczegółowy biogram sierż. pil. Mieczysława Halickiego dzięki uprzejmości pana Jacka zamieszczam poniżej.

Mieczysław Halicki urodził się 25 maja 1907 r. w Trembowli, w rodzinie Jana i Katarzyny z domu Okońskiej. Po ukończeniu szkoły powszechnej przeniósł się do Lwowa. Tam uzyskał średnie wykształcenie w Państwowej Szkole Technicznej, a następnie zgłosił się do Wojska Polskiego. W lutym 1929 r. rozpoczął naukę w Centralnej Szkole Podoficerów Pilotów Lotnictwa w Bydgoszczy, którą ukończył w sierpniu tego roku. W stopniu starszego szeregowca pilota został przydzielony do 61. Eskadry Liniowej w 6. Pułku Lotniczym we Lwowie. Służył w niej przynajmniej do maja 1932 r., pilotując Potezy XVII. Brak informacji na temat jego przydziałów w ciągu kolejnego roku.

7 kwietnia 1933 r. został przeniesiony do 62 Eskadry Liniowej lwowskiego pułku, wyposażonej w tamtym okresie w Potezy XXV. W sierpniu 1934 r. eskadra trenowała intensywnie loty nocne. W nocy z 21 na 22 sierpnia w czasie przelotu z Poznania do Lwowa w pilotowanym przez Halickiego Potezie XXV skończyło się paliwo. Wobec niemożności lądowania w ciemności, załoga (drugim jej członkiem był por. obs. Zbigniew Osuchowski) wyskoczyła na spadochronach i uratowała się bez obrażeń. Samolot natomiast uległ całkowitemu zniszczeniu.

Halicki służył w 62. Eskadrze do ok. 1936-1937 r., potem został przesunięty do 63. Eskadry Towarzyszącej wyposażonej w samoloty Lublin R-XIII. 27 lutego 1939 r. trafił do 1. Pułku Lotniczego w Warszawie, a od 1 marca służył w 16. Eskadrze Towarzyszącej tegoż pułku. 22 maja 1939 r. z jednostką został skierowany na szkołę ognia na poligon Trauguttowo koło Brześcia. Ćwiczenia trwały do 3 czerwca.

Wobec napiętej sytuacji politycznej w Europie, latem 1939 r. jednostki 1. Pułku Lotniczego rozpoczęły mobilizację. W 16. Eskadrze została ona zakończona 25 sierpnia. Na polowe lotnisko Pęchery samoloty – siedem Lublinów R-XIII i dwa RWD-8 – odleciały 31 sierpnia. Po wybuchu wojny przez pierwszych kilka dni eskadra nie wykonywała działań, pozostając w dyspozycji dowódcy Okręgu Korpusu I gen. dyw. Edwarda Trojanowskiego. 5 września przydział jednostki zmieniono, przekazując ją do dyspozycji Naczelnego Dowódcy Lotnictwa i Obrony Przeciwlotniczej, gen. bryg. Józefa Zająca. W czasie wojny wielokrotnie zmieniała miejsce postoju (lądowiska: Ogrodzieniec, ponownie Pęchery, Kołbiel, Czerwony Dwór, Niepokojczyce, Hutniki, Tarnopol, Horodenka, Kołomyja), ostatecznie ewakuując się wieczorem 17 września 1939 r. do Rumunii. Z powodu trudnych warunków atmosferycznych i braku map, dowódca – kpt. obs. Eugeniusz Lech – na ostatnim lotnisku rozkazał spalić samoloty i ruszyć całością sił ku granicy rzutem kołowym. Wiadomo tylko o jednym locie bojowym wykonanym przez Halickiego: 10 września z dowódcą I plutonu 16. Eskadry, por. obs. Janem Lemieszonkiem, poleciał z rozkazami gen. Zająca dla dowódcy Armii „Kraków”.

W Rumunii Halicki był internowany m.in. w obozie w mieście Caracal na południu kraju. Uciekł stamtąd i drogą morską, przez Morze Czarne i Bejrut, dostał się do Francji, gdzie znowu znalazł się w lotnictwie. 30 stycznia 1940 r. zameldował się w Centrum Wyszkolenia Lotnictwa w bazie Lyon-Bron. 1 marca 1940 r. w grupie 19 pilotów pod dowództwem kpt. pil. Janusza Araszkiewicza wyjechał z Lyon-Bron do Centre d’Instruction au Bombardement (Centrum Szkolenia Bombowego) na lotnisku Châteauroux-La Martinerie. Po przybyciu na miejsce trafił do grupy 9 pilotów przydzielonych do szkolenia na samolotach Potez 568. 12 czerwca 1940 r. przeniesiono go z sześcioma innymi pilotami do bazy Tarbes. 14 czerwca 1940 r. powrócił do Châteauroux celem przydziału do jednostki latającej na samolotach Breguet 690. Na miejscu okazało się, że przydział jest nieaktualny. Po upadku Francji, wraz z innymi pilotami ewakuował się do Marsylii, a stamtąd do Port-Vendres nad granicą z Hiszpanią, gdzie dołączyli do dowódcy, kpt. Araszkiewicza. Następnie drogą morską wszyscy ewakuowali się z Port-Vendres do Algieru. Stamtąd pociągiem wyruszyli do Casablanki w Maroku. Z nieznanych przyczyn w Maroku Halicki opuścił oddział i nie wyruszył z nim do Wielkiej Brytanii, lecz powrócił do Francji.

Nie są znane szczegóły jego powrotu do Europy. Wiadomo, że jeszcze w sierpniu 1940 r. przebywał w Casablance. Po przybyciu do Francji dotarł do Châteauroux, gdzie nawiązał kontakt z miejscowymi partyzantami. Został zaangażowany w działalność polskiej organizacji wywiadowczo-dywersyjnej o nazwie „Nurmi”, podległej wywiadowi brytyjskiemu. W okresie od 15 września 1941 do sierpnia 1942 r. w Châteauroux pełnił w organizacji funkcję dowódcy obwodu. Po rozbiciu „Nurmi” przez francuską policję, kolaborującą z okupantem niemieckim, szczęśliwie uniknął aresztowania. W późniejszym okresie dołączył do Polskiej Organizacji Walki o Niepodległość (POWN), w której rozpoczął działalność pod pseudonimem „K-35” w wywiadzie lotniczym. 26 sierpnia 1944 r. otrzymał od swojego dowódcy, mjr. dypl. Stanisława Malecińskiego, rozkaz werbowania Polaków z Châteauroux i okolicy. Polecenie to wypełnił wzorowo, przyprowadzając 9 września 1944 r. do obozu partyzanckiego w Montgivray oddział 20 dezerterów z Wehrmachtu w pełnym uzbrojeniu (być może Polaków przymusowo wcielonych do armii niemieckiej) i 10 ochotników z polskiej emigracji. Za tę akcję otrzymał awans do stopnia sierżanta.

Po wyzwoleniu Francji, dzięki działalności w ruchu oporu, został wcielony do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i otrzymał stałe zatrudnienie w powstałej w Paryżu Polskiej Misji Wojskowej. Była to instytucja podległa Oddziałowi II Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie. Do jego obowiązków służbowych należało m.in. przeprowadzanie szczegółowych rozmów z osobami wyjeżdżającymi i przyjeżdżającymi z Polski.

Sierżant Mieczysław Halicki za służbę wojskową odznaczony został medalami pamiątkowymi: francuskim Croix du Combattant Volontaire (za służbę w ruchu oporu) oraz odznaką Caterpillar Club, w formie złotej gąsieniczki z rubinowymi oczami (za skok spadochronowy w 1934 r.; nazwa i kształt odznaczenia nawiązywały do kokonów jedwabników, z których produkowany jest naturalny jedwab, w tamtych czasach używany do produkcji spadochronów). Wobec demobilizacji polskiej armii na Zachodzie zdecydował się na powrót do kraju.

Po przybyciu do Kłodzka w czerwcu 1947 r., zajął się organizowaniem struktur Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS) w mieście, a następnie został wybrany I sekretarzem Komitetu Miejskiego tej partii. W marcu 1948 r. został wybrany na przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej w Kłodzku. W czasie piastowania tej funkcji zajmował się organizowaniem podstawowych struktur miejskich i przyczynił się do rozwoju gospodarczego miasta. Opowiadał się m.in. przeciwko powszechnej w tym okresie likwidacji prywatnego handlu i usług. Po zjednoczeniu PPS i PPR wszyscy dotychczasowi działacze obu formacji politycznych utracili stanowiska. Zaczęły się kłopoty i prześladowania. W maju 1949 r. Halicki został usunięty z funkcji przewodniczącego, a ponieważ usiłował odwoływać się od tej decyzji, trafił na kilka miesięcy do więzienia. Pretekstem była rzekoma kradzież rolki siatki ogrodzeniowej.

Resztę życia spędził w Kłodzku, będąc pracownikiem administracyjnym miejscowej rzeźni. Nie angażował się w żadną działalność polityczną. Zmarł 8 maja 1959 r. w Kłodzku, w wieku 52 lat. Spoczął na cmentarzu komunalnym w Kłodzku. Był żonaty z Wandą z domu Oleksik, miał syna Wojciecha.

Grzegorz Palko kwiecień 2020


Źródła i zdjęcia:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mieczysław_Halicki
Mieczysław Halicki. W: http://www.polishairforce.pl
Jerzy Pawlak, Polskie eskadry w latach 1918-1939, Warszawa
Jerzy Pawlak, Polskie eskadry w wojnie obronnej, Warszawa
Andrzej Morgała, Samoloty wojskowe w Polsce 1924-1939
Wacław Król, Zarys dziejów polskiego lotnictwa we Francji 1940

Więcej artykułów w dziale historia TUTAJ.

Znani i nieznani: Śladami Gerharda Hirschfeldera

Rok 2010 był wyjątkowym dla mieszkańców Ziemi Kłodzkiej ? tych obecnych oraz dawnych, którzy mieszkają dziś na terenie Niemiec. Stało się to za sprawą...

Statua św. Jana Nepomucena z Twierdzy Kłodzko. Początek i koniec

„Hrabstwo Glackie iest bez wątpienia naypięknieyszą okolicą z gór Niemieckich, która lubo iuż w wielu mieyscach zwiedzaną, w szczególności atoli bardzo mało...

Kłodzkie losy bohaterów. Historia Alfreda Leszczuka

Powojenne losy przywiodły sierżanta Alfreda Leszczuka do Kłodzka, gdzie zamieszkał z rodziną. Został tutaj pochowany na cmentarzu komunalnym - wedle jego...

Gorzanów na dawnych pocztówkach

Robert Duma Gorzanów na dawnych pocztówkach Wydawnictwo Press-Forum, 2018 Gorzanów na dawnych...

Kowboju, witaj w Zdroju

Agnieszka Urbańska, Katarzyna Gawron-Mięksiak Kowboju, witaj w Zdroju Wydawnictwo Press-Forum, 2017 "Kowboju...

1 KOMENTARZ

  1. Do takiej historji trzeba podchodzic ostroznie. Moj ojciec tez byl bohaterem. Jak dziecko ma 10 lat mozna mu powiedziec byle co i uwierzy. Pozniej dorosly mezczyzna sie zastanawia ile w tym jest prawdy? Ci ktorzy wyjechali z Polski do Rumunji w 1939 dali dyla wczesniej niz pozniej. Nie zostali i stawiali opor tylko biegiem uciekali jak naj szybciej. Ten caly powrot dziadka do Francji wskazuje na to ze byc moze dziadek mowil po Niemiecku w domu i pogodzil sie z tym ze lepiej wrocic jako Niemiec niz zyc zagranica jako Polak. Jan Karski tez byl jezykoznawca. Po tym jak sie spotkal z Roosevelt-em czemu musial wrocic? Ja przypuszczam dlatego ze pracowal w obozie w mundurze Niemieckim. Mowimy o ludziach w rodzinach Polsko/Niemieckich. Raz Polakami raz Niemcami, jak im bylo wygodnie kiedy im bylo wygodnie. Po wojnie jak juz wiadomo jak sie sprawa skonczy, to bohaterzy Polacy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Podaj swój podpis